Zagubiona we własnych marzeniach
środa, 2 maja 2012
Zimna jak lód
Pierwsze zdjęcie z serii " Ty chuju jak zaraz nie wejdziesz na ścianę, to przerobię Cię na parówki" + skupienie, drugie jak po serii lekkiego brykania daliśmy radę zagalopować, a trzecie zmęczona i zadowolona :> Wszystkie zrobione przez Kubę
Jutro wszystkich pozabijam, przysięgam, za te szopki co wszyscy odwalili tej nocy, teksty, przysięgam jutro was pozabijam.
Tak poza tym to u mnie bardzo dobrze, w zasadzie dawno straciłam kontrolę nad tym co się w okół mnie dzieje i mega się zagubiłam, ale jest dobrze.
Dzisiaj chciałam napisać o przeszłości, bo tak cholernie mnie wszyscy wkurzają, ja już nie mogę na to patrzeć. Ludzie to masochiści, nienormalni masochiści użalający się wiecznie nad sobą. Ja sama taka jestem, że lubię rozmawiać o tym co było, lubię się czasem poużalać nad sobą, co z resztą widać często tutaj na blogu, ale jest jedna rzecz, której nauczyło mnie Moje Szczęście. Mianowicie PRZESZŁOŚĆ, to jest przeszłość. To już za nami i NIGDY nie wróci i nie ma sensu dłużej się nad tym rozczulać. Praktykuję tę zasadę od jakiegoś czasu i przysięgam jest łatwiej. W momencie kiedy uświadomimy sobie, że pewne wydarzenia już się nie odstaną i trzeba się z nimi pogodzić, jest łatwiej. Zamiast wiecznie myśleć o tym i męczyć się tym co było kiedyś zróbcie coś żeby zmienić TERAZ. Ludzie jeżeli nie zmienicie czegoś teraz, to PÓŹNIEJ nagle nie zrobi się lepiej. Zamiast myśleć o tym jak bardzo ktoś nas skrzywdził, jak się na kimś zawiedliśmy, po prostu skupmy się na czymś co poprawi nasz humor, co nam pomoże za jakiś czas, na kimś kto być może sprawi, że nasze JUTRO stanie się piękniejsze. Nauczmy się doceniać to co mamy. Przyjaciół, bliskich, którzy chcą pomóc. Bo kolejna sprawa, to SAMEMU zawsze jest ciężko. Nie wolno odcinać się od wszystkich ze swoimi problemami, kiedy ma się przy sobie osoby, które chcą pomóc, przyjaciół, bliskich. Trzeba docenić ich starania, otworzyć serce, bo to są osoby, które zmienią nasze JUTRO na piękniejsze i lepsze. Ludzie walczcie chociaż dla kilku cudownych chwil, bo z CZASEM zapomina się o tym co było złe, a pamięta się tylko te dobre rzeczy.
Jeśli chodzi o mnie, to czuję się kompletnie niepewnie, we wszystkim. Co powoduje moją kompletną panikę. Potrzebuję kogoś kto o mnie zadba, bo chyba sama nie potrafię patrząc po moim ostatnim trybie życia. Mimo tego, jestem zadowolona.
Nawet nie wiecie ile przekleństw musiałam stąd pousuwać. Dawno nie byłam taka wściekła.
piątek, 27 kwietnia 2012
Ciężki dzień, tydzień, miesiąc.
Takie motywujące, że skoro brzuch już mam to i nogi też będę miała! Przeprosiłam się dzisiaj z rolkami po trzech latach. Wybaczcie zdjęcie, ale tak to jest jak się nie ma lustra w domu :c
Ciężki dzień, tydzień, miesiąc. Kolejny tydzień również już cały zapełniony. Nie mam czasu na nic, o wszystkim i o wszystkich zapominam, nie panuję trochę nad tym. Tyle ważnych spraw do załatwienia! Powinnam odpoczywać i na dobrą sprawę te wszystkie rzeczy, które zaplanowałam, to praktycznie same spotkania ze znajomymi, ale coś czuję, że w przyszłą niedzielę umrę. Nie mogę doczekać się środy ;>
Dzisiaj sobie dyskutowałyśmy z Anną o związkach, a raczej o tym co każdy związek po sobie zostawia. Większość z nas nie zdaje sobie z tego nawet sprawy. To jest podświadomy strach przed czymś, do czego przyzwyczailiśmy się przy byłym partnerze. Taka blokada. Głupie sprawy jak przyznanie się do winy, czy sytuacja, kiedy druga osoba nie odzywa się cały dzień. Niby drobiazg, ale włącza się strach czy obawa. Ja aktualnie jestem przerażona i chyba trochę spanikowana. Każda niejasna sytuacja wyprowadza mnie z równowagi i wprowadza w moje życie masę niepotrzebnego chaosu, a ja jak zwykle nie mogę żyć normalnie.
Myślałam sobie trochę o swoich błędach, o wszystkim co zrobiłam źle w ostatnim czasie. Ile tego się nazbierało! No ale niestety jestem taka, że dopóki się nie przekonam to nie ustąpię, więc nie ma czemu się dziwić.
Potrzebuję masażysty. Teraz! Błagam! :c
CUDOWNEJ MAJÓWKI!
niedziela, 22 kwietnia 2012
Urodziny
Moje motto!
Kolejna wiosna za mną, strasznie mi się ten rok dłużył. Baaaaardzo dużo się wydarzyło. Związki, rozstania, przyjaźnie i ich końce, nowe towarzystwo, nowe pasje, nowe zainteresowania, podróże. Zdecydowanie ten rok był czasem nowości, kształtowania moich poglądów, charakteru, marzeń(które pewnie zmienią się jeszcze nie raz), celi i wartości w życiu. Mogę śmiało powiedzieć, że tyle razy ile się nacierpiałam w tym roku, to tyle samo byłam prze szczęśliwa. Zmieniłam się nie do poznania, wydoroślałam (chociaż dalej jestem śmieszną gówniarą), nauczyłam się, że nie warto niczego udawać i dopasowywać się do innych, że trzeba często samemu stawiać warunki, jednocześnie starać się nie być egoistą i nauczyłam się, że nie można nastawiać się do kogoś kompletnie go nie znając. Dotarło do mnie, że czasem nie warto ratować związku/przyjaźni/ważnej sprawy za wszelką cenę, czasem trzeba ustąpić miejsca rozumowi i po prostu odpuścić. Ten rok zapowiada się rokiem zabawy, szaleństwa i tańca, czyli tego co kocham najbardziej. Odnalazłam w całym burdelu ostatniego czasu siebie, ukształtowałam się i najważniejsza rzecz jakiej się nauczyłam, to doceniać drobne gesty, których większość nawet nie zauważa. Doceniać starania i chęci, nie słowa, a czyny. Wszystko niby takie oczywiste, niby każdy to wie, ale kto tak naprawdę według tego żyje?
Dziękuję przede wszystkim obydwu Maćkom, którzy byli ze mną jako jedyni przez cały ten czas, zawsze mnie wspierali i popierali wszystkie moje szalone pomysły, no i całej reszcie, przyjaciół i ludzi, którzy są przy mnie, którzy we mnie wierzą i którzy towarzyszą mi we wszystkim co robię. Bardzo dziękuję i oby to wszystko czego mi życzyliście się spełniło! <3
Co do imprezy, a raczej spotkania ;) Było cudownie, chociaż się opierałam i nie chciałam obchodzić tych urodzin, to sprawiliście, że będę je wspominała jeszcze baaaaaaaaardzo długo <3
Co do imprezy, a raczej spotkania ;) Było cudownie, chociaż się opierałam i nie chciałam obchodzić tych urodzin, to sprawiliście, że będę je wspominała jeszcze baaaaaaaaardzo długo <3
Macie trochę zdjęć z urodzin :
Kawałek genialnej bluzki z królikiem Bugsem (dzięki jeszcze raz Biały, dobry żarcik :* )
Nieogarnięci my, fajne miny <3
Takie tam, jak rozmawiam przez telefon + bluzka!
Soo gay <3
Artur, który nie ogarniał aparatu = płakanie ze śmiechu i zwijanie się na kanapie <3
Pozdrawiam zgony <3
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
Wielkanoc
Ale grubo wyszłam, podczas śniadanka wielkanocnego. Omnomnomnom święta- czas obżarstwa <3
Święta niesamowite. Baaaardzo były mi potrzebne i mocno wypoczęłam, psychicznie i fizycznie. Odpoczęłam od wszystkich ludzi, tego natłoku spraw, nerwów i reszty. Tutaj muszę MOCNO podziękować Kubie, który jest pierwszą osobą, z którą potrafię godzinami rozmawiać przez telefon <3 no i bardzo mi tym pomógł, nie zdając sobie z tego kompletnie sprawy. Dobrze jest w końcu porozmawiać z kimś na zupełnie inny temat niż wydarzenia w ostatnim czasie. Dzięki niemu zdałam sobie sprawę z bardzo ważnej rzeczy, którą powinnam dostrzec u siebie już dawno, potrzebowałam chyba troszkę jakby przejrzeć się w lusterku, bo nasze podejście do kilku spraw jest identyczne, a dzięki tej rzeczy chyba w końcu się uwolniłam. Dlatego bardzo dziękuję i pewnie będę dziękowała jeszcze nie raz :> Wracając do świąt. Dowiedziałam się jednej teraz już mało znaczącej rzeczy, a propos najważniejszej osoby w moim świecie i zdałam sobie sprawę jak bezsensownie i głupio postępowałam w ostatnim czasie. To również dało mi do myślenia, że czas wrócić na ziemię.Poza tym czas spędzony z rodziną, która wyjątkowo nawet się zbytnio nie skłóciła na te święta, dał mi dużo radości i śmiechu. Kurcze, nie zamieniłabym się z nikim, za taką walniętą rodzinę! Jakby ktoś czasem popatrzył na nas z boku to kazałby wszystkich wysłać do psychiatryka <3
Czuję, że szykuje się coś cudownego i nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo nie mogę się doczekać, żeby przekonać się co to jest. Chyba wróciłam do formy i nadchodzi lepszy czas! <3
Damian "Nie zbliżaj się do mnie, żadnych zdjęć"
Natala"Ojjjjjj mój kochany wujaszku!"
<3
FC Barcelona forever <3
wtorek, 3 kwietnia 2012
Humorek
Kupiłam przecudowną różową(świat się kończy!) bluzę i muszę się nią pochwalić <3
Och ludzie, dajcie spokój, tamten artykuł pisałam jakiś miesiąc temu, kiedy czułam się beznadziejna i jakieś tam inne bzdury, wszystko jest okej, nie siedzę i nie płaczę. Błagam spokój wszyscy, bo jakieś chore akcje nagle się robią i ratowanie Ewelinki <3 Jest dobrze, nawet bardzo. W porównaniu do tego co było miesiąc temu- niebo a ziemia. W szkole świetnie, sama sobie się dziwię, że tak dobrze mi idzie, praktycznie ze wszystkiego mam 5. Cały czas gdzieś wychodzę, wszędzie mnie pełno, we wszystko się angażuję, co owocuje lekkim osłabieniem, ale jest dobrze. Brak snu, budzenie się w środku nocy też nie pomaga, ale nie wszystko jest takie łatwe na jakie wygląda. Humor? Coraz lepszy. Z każdym dniem zabijam w sobie tą słabą cząstkę siebie i robię miejsce na coś nowego. Teraz święta, zobaczę w końcu swoją najważniejszą na świecie osóbkę, która ma się już dobrze, odpocznę trochę od nawału wydarzeń ostatniego miesiąca i odetchnę trochę innym życiem.
Dzisiaj siedziałam sobie w Gdańsku Głównym w moim ulubionym miejscu i myślałam nad wszystkim. Nie uważam siebie za słabą osobę, wręcz przeciwnie, uważam, że jestem bardzo silna psychicznie. Dlaczego? Bo bycie chamskim, czy aroganckim wcale nie oznacza siły, a raczej wychodzenie problemom na przeciw, radzenie sobie z nimi, a jednocześnie nie pozwalanie na to by porażka nas złamała. Z każdą sytuacją jestem mądrzejsza i wyciągam z niej pewne wnioski, błędy, które potem staram się zmienić i w sobie tępić. Tym razem było tak samo. Teraz, po pewnym czasie stwierdzam, że niczego nie chciałabym cofnąć, drugi raz podjęłabym dokładnie te same decyzje, jedyne czego żałuję, to że nie zawsze trzymałam się swoich zasad i za łatwo ulegałam innym, ale dzięki temu doceniłam samą siebie. Taka moja dygresja na temat ostatniego pół roku.
Wszystko jest dobrze, dużo lepiej, nie martwcie się :>
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
Artykuł
Mój artykuł do gazetki :
Zawsze warto walczyć o to, czego się pragnie
Odkąd pamiętam chciałam mieć życie jak z filmu. Zawsze żyłam marzeniami, zawsze wierzyłam, że żyję po to by je spełniać. Moje największe marzenie? Kochać i być kochaną. Chciałam spotkać wyjątkową osobę, w wyjątkowym miejscu, w wyjątkowy sposób. Marzenie o kimś, kto będzie o mnie dbał, przy kim będę czuła się bezpieczna, ważna i potrzebna.
Chciałam spotkać wyjątkowego chłopaka, nietuzinkowego, innego od wszystkich, mającego swój własny sposób bycia, wyjątkowy charakter, który wcale nie byłby łatwy do zniesienia. Chłopaka, który by pragnął jedynie mojego uśmiechu i błyszczących oczu, czyli tego, co uważałby za najpiękniejsze, bo u mnie zawsze wskazuje na pełnie szczęścia.
To miało być przeznaczenie. Ono miało sprawić, że nasze drogi się połączyły. Miałam wpaść na Niego na ulicy, przysiadłby się do mnie na ławce, kiedy zapłakana siedziałabym w parku, mógłby mi pomóc wybierać książkę w bibliotece, spotkalibyśmy się podczas ucieczki przed policją, poznałby mnie przez przypadek i z zalotnym uśmieszkiem powiedziałby mi najbardziej tandetny tekst, jaki w życiu mogłabym usłyszeć-o czymś takim marzyłam.
Chciałam dzięki drugiej osobie czuć się wyjątkowa, inna od wszystkich, jedyna w swoim rodzaju.
Nigdy nie poprzestawałam na jednym marzeniu. W końcu skoro życie jest takie trudne ,to dlaczego nie wymagać od niego jeszcze więcej? Zawsze można iść wyżej, zawsze można dać z siebie więcej, zawsze można próbować dalej. Wszystko po to by dotrzeć do mistycznego szczęścia, o którym każdy mówi, którego każdy pragnie. Moje prywatne zdanie na ten temat? Szczęście to miłość, miłość to druga osoba, druga osoba, a raczej życie z nią to poczucie spełnienia, a poczucie spełnienia daje nam szczęście. Zamknięte koło i ludzie w nim zamknięci.
Ktoś może powiedzieć:,, Po co mi miłość? Przez nią są same problemy. Będę szczęśliwy spełniając inne marzenia. Mogę podróżować, spełniać się w pracy i poświęcić się pasji. Robić to, co uważam za stosowne, być sobą. To wystarczy”. Naprawdę można w to wierzyć? Jaką radość daje dotarcie do celu, skoro nie mamy kogoś, z kim możemy się tym podzielić i kto będzie cieszył się razem z nami? Potrzebujemy osób, które będą nas motywować, wspierać, dawać nam radość i siłę do walki o piękniejsze życie, bo nie warto zatrzymywać się na jednym marzeniu. Trzeba brać z życia to, co najlepsze, realizować się, pielęgnować pasję i zdobywać wykształcenie. Wszystko po to, by wieść szczęśliwe, spokojne, w pełni wykorzystane życie z drugą osobą.
czwartek, 29 marca 2012
Stare Ja
Siema, jestem Ewelina, właśnie wróciłam z treningu, padam na twarz, mam miliard zajęć i brak czasu na zastanawianie się nad czymś dłużej niż na 3 minuty <3
Stęskniłam się za tym. Wchodzę na salę i nic się nie liczy. Tylko ja, moje ciało i muzyka. Żadnych problemów, innych osób, nic. Na co dzień mogę być rozpieszczoną, wygadaną, głupią gówniarą, ale kiedy wchodzę na salę, mogę być kim tylko chcę, a przede wszystkim być po prostu sobą. Ruszać się na swój sposób, według tego co czuję, wyrzucić z siebie wszystkie emocje, które kłębię w sobie każdego dnia. To jest piękne.
Moja miłość do tańca budzi się na nowo. Kiedy jest naprawdę źle, trzeba znaleźć tylko punkt zaczepienia, nawet głupotę i walczyć dla niej, reszta sama się ułoży. Ja walczę dla siebie o siebie, bo ostatnio trochę się pogubiłam. Myślę, że jest coraz lepiej. Czas wrócić do dawnej formy! <3
niedziela, 25 marca 2012
Artuuur
Kocham to zdjęcie <3 Artur i nasza dzisiejsza sesja.
Dzisiaj jakoś tak w głowie same wspomnienia. Te miejsca, ludzie, to wszystko sprawiło, że przypomniało mi się miliard sytuacji.
Wczoraj chill sesion. Jezu uwielbiam tych ludzi! Każdego! Spóźniłam się godzinkę, a na telefonie dwa połączenia nieodebrane i 9 wiadomości, gdzie jestem, co się dzieje, za ile będę. Cudownie mieć ludzi, którzy sprawiają, że czujesz się ważna i potrzebna, tego mi było teraz trzeba. Wszyscy tancerze w różnych miejscach tworzą niesamowity, rodzinny klimat. Niby od dawna chodzę na te eventy i imprezy, ale dopiero od niedawna czuję się z nimi tak cudownie.
Co do reszty moich spraw, mam nadzieję, że teraz będzie z górki. Najważniejsza dla mnie osoba na świecie czuje się dobrze, wszystko w miarę okej, w szkole bardzo dobrze (poza kontraktem o nie opuszczanie pierwszych lekcji), a reszta? Póki co przestała się liczyć. Mam nadzieję, że wystarczająco dobrze nauczyłam się panować nad emocjami i że teraz nie zrobię nic pod ich wpływem. Muszę się tylko zastanowić jak rozegrać jeszcze dwie sprawy, bo najbardziej na świecie nienawidzę fałszywych i kłamliwych ludzi. Stęskniłam się trochę za zadziorną, sarkastyczną i kłótliwą Ewelinką :>
środa, 21 marca 2012
Wyjątkowa
Od jutra na dancehall, idealny moment, bo potrzebuję odreagować. Ostatnie trzy dni, świetnie mi udowodniły, że zawsze może być gorzej. Dzisiaj ksiądz poprosił mnie na rozmowę, pytał czemu od paru miesięcy nie widział mnie na mszy. Kiedy stwierdziłam, że po prostu nie wierzę, że dzięki temu moje życie się odmieni, powiedział do mnie tak: ,,Każdy człowiek po nawet krótkiej rozmowie zauważy jaka jesteś wyjątkowa i wartościowa. Takie osoby jak Ty muszą walczyć, nie mogą odpuszczać. Jeśli czegoś naprawdę chcą, czegoś pragną, to muszą walczyć" i dodał, że mogę wpadać do kościoła po prostu posiedzieć i pomyśleć nad czymś. Oczy napełniły mi się łzami, pożegnałam się i wyszłam. Całą drogę płakałam. Dlaczego? Bo nienawidzę tego uczucia, tej niemocy. Nie mogę sprawić, że najważniejsza dla mnie osoba na świecie nagle będzie zdrowa, nie mam na to wpływu. Nie mam wpływu na niektóre decyzje, czy czyny innych osób. Ostatnio wszystko się posypało i staram się z całego serca jakoś to naprawić, ale w niektórych sprawach jestem bezradna.
Skoro o tym mowa, to tak bardzo mnie drażni jak ktokolwiek mi mówi, że jestem wyjątkowa, że zasługuję na tak wiele, a ja i tak wiem, że za jakiś czas ta osoba o mnie zapomni, albo się ode mnie odwróci. Jak większość otaczających mnie ludzi. Myślę sobie, że to taki wiek, że większość gubi się sama w sobie, cały czas zmieniamy otoczenie, poglądy, tak naprawdę dopiero kształtuje się nasz charakter i sądzę, że przez to ludzie często nie wiedzą czego chcą, przychodzą i odchodzą. Ten rok był wyjątkowo ciężki, wyjątkowo dużo razy przekonałam się jak bardzo ludzie są zmienni i kłamliwi, jak często stawiają siebie ponad innych i że nie warto tak mocno starać się o ich szczęście, bo często nie mają poczucia by się odwdzięczyć.
Za mocno biorę do siebie słowa, a przez to często mam zasłonięte prawdziwe spojrzenie na pewne sprawy.
poniedziałek, 19 marca 2012
Marzenia się spełniają
Taki pozytywny tymbark <3
Myślałam, że bardziej się nie może popsuć, a jednak! Pozdrawiam odchodzenie od zmysłów przez najbliższe dni.
Uwielbiam felietony Jakuba Żulczyka dla "Elle" i jego spojrzenie na związki. Dwa ostatnie o walentynkach i o drzazgach w związku były genialne. Nigdy się w sumie nie zastanawiałam nad tym, jak mocno drobne rzeczy mogą nas irytować i jak po dłuższym czasie wpływają na związek, a w większości przypadków na jego rozpad.
Wczorajsze spotkanie uświadomiło mi jak bardzo się zmieniłam. Stałam się pewniejsza siebie, silniejsza, dużo silniejsza, bardziej wredna, sarkastyczna, uparta i wiecznie mająca ostatnie zdanie. Nauczyłam się walczyć o to na czym mi zależy i o osoby, które na to zasługują. Nauczyłam się nie poddawać, nawet kiedy nie ma się dla kogo i po co żyć. Kurcze zupełnie inna osoba, inne spojrzenie na wszystko, inne podejście do życia.. Zmądrzałam, bardzo i mimo tego, że dalej jestem straszną gówniarą, to wydoroślałam. Co za tymi wszystkimi zmianami stoi? Podobna decyzja, którą podjęłam teraz. Siedzę, rozmyślam nad wszystkim i śmieję się do siebie, jak głupio niektóre rzeczy rozegrałam. Każdy uczy się na błędach i mam nadzieję, że za jakiś czas znajdę mnóstwo pozytywów z tego co się teraz wydarzyło. Póki co jestem z siebie dumna, a raczej z muru wybudowanego w moim serduchu. Myślałam, że będzie gorzej, dużo gorzej, ale chyba przyzwyczaiłam się do utraty najważniejszych mi osób i do życia bez kawałka siebie, bez kawałka serca. Będzie lepiej, musi (o ile wszystko będzie dobrze z moją najważniejszą osobą na świecie) :>
Myślałam, że bardziej się nie może popsuć, a jednak! Pozdrawiam odchodzenie od zmysłów przez najbliższe dni.
Uwielbiam felietony Jakuba Żulczyka dla "Elle" i jego spojrzenie na związki. Dwa ostatnie o walentynkach i o drzazgach w związku były genialne. Nigdy się w sumie nie zastanawiałam nad tym, jak mocno drobne rzeczy mogą nas irytować i jak po dłuższym czasie wpływają na związek, a w większości przypadków na jego rozpad.
Wczorajsze spotkanie uświadomiło mi jak bardzo się zmieniłam. Stałam się pewniejsza siebie, silniejsza, dużo silniejsza, bardziej wredna, sarkastyczna, uparta i wiecznie mająca ostatnie zdanie. Nauczyłam się walczyć o to na czym mi zależy i o osoby, które na to zasługują. Nauczyłam się nie poddawać, nawet kiedy nie ma się dla kogo i po co żyć. Kurcze zupełnie inna osoba, inne spojrzenie na wszystko, inne podejście do życia.. Zmądrzałam, bardzo i mimo tego, że dalej jestem straszną gówniarą, to wydoroślałam. Co za tymi wszystkimi zmianami stoi? Podobna decyzja, którą podjęłam teraz. Siedzę, rozmyślam nad wszystkim i śmieję się do siebie, jak głupio niektóre rzeczy rozegrałam. Każdy uczy się na błędach i mam nadzieję, że za jakiś czas znajdę mnóstwo pozytywów z tego co się teraz wydarzyło. Póki co jestem z siebie dumna, a raczej z muru wybudowanego w moim serduchu. Myślałam, że będzie gorzej, dużo gorzej, ale chyba przyzwyczaiłam się do utraty najważniejszych mi osób i do życia bez kawałka siebie, bez kawałka serca. Będzie lepiej, musi (o ile wszystko będzie dobrze z moją najważniejszą osobą na świecie) :>
piątek, 16 marca 2012
Zwariowana ja
Tak wiem, dwa pierwsze rozmazane, ale mojego hasającego psa nie da się ładnie uchwycić jak biega <3
Trzecie celowo nieostre.
Wiosna, życie, ciepło, zabawa. Ludzie dajcie mi motywację, ambicję, albo coś podobnego, bo jedyne co mi zostało to straszna pustka. Zgubiłam się trochę w tym wszystkim, a zdarzenia ostatnich dwóch tygodni, albo sprawiły, że postradałam zmysły, albo nauczyłam się obojętności na wszystko. Czuję dwie rzeczy: strach i złość. Bardzo mnie to martwi, bo jest to bliżej nieukierunkowane, a resztki rozumu i zdrowego rozsądku, które każą mi się opanować, powodują, że odczuwam tylko pustkę. Prawie za miesiąc urodziny. W tym roku miały być szczęśliwe, wyjątkowe, pierwszy raz od 4 lat miałam je obchodzić. Powinnam już je planować, zastanawiać się, ale przyznam szczerze, że ten dzień jest mi obojętny do tego stopnia, że mam nadzieję, że wszyscy zapomną. Zatracam się w czymś o czym nie mam bladego pojęcia i czuję, że nie jest to dobre. Pozdrawiam cudowną otoczkę, którą wokół siebie stworzyłam. Miłego dnia.
Pieprzyć to wszystko.
wtorek, 6 marca 2012
Miłość
Obiecałam wstawić swoje wypracowanie o miłości na polski, proszę :
Miłość. Każdy odczuwa ją inaczej, każdy inaczej z nią sobie radzi, każdy kocha na swój sposób. Dla jednych jest to najważniejsze uczucie na świecie, dla drugich zabawa, a dla jeszcze innych coś w co lepiej się nie zagłębiać, nie ryzykować, by się nie ranić. Jednak każdy przyzna to samo - jest to niesamowite, jedyne w swoim rodzaju, najpiękniejsze uczucie, jakim człowiek może darzyć drugą osobę.
Miłość sprawia, że wszystko staje prostsze, nie liczą się żadne zasady, nie ma rzeczy niemożliwych, jesteśmy w stanie dla niej poświęcić wszystko co mamy, nawet nas samych. Ma to do siebie, że jeżeli w jakiś sposób nie damy wszystkiego, bardzo mocno rani i nas osłabia. Utrata drugiej osoby jest w stanie nas kompletnie zniszczyć, dlatego musimy się o nią starać i nie pozwolić jej odejść za wszelką cenę, bo "Wtedy i siebie, i rzeczy chce użyć, żeby stanęły w wypełnienia łunie. To nic, że czasem nie wie, czemu służyć: Nie ten najlepiej służy, kto rozumie".
Miłość jest to uczucie, o które warto walczyć, coś w co warto się angażować, dawać samego siebie, ryzykować. Należy o nią dbać, nie unosić się dumą, przestać być egoistą, myśleć przede wszystkim o drugiej osobie, o jej szczęściu."[...] to znaczy popatrzeć na siebie, Tak jak patrzy się na obce nam rzeczy, Bo jesteś tylko jedną z wielu rzeczy.", bo miłość to właśnie człowiek którego kochamy i to co dajemy z siebie.
Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,
Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,
Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.
A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,
Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,
Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.
Wtedy i siebie, i rzeczy chce użyć,
żeby stanęły w wypełnienia łunie.
To nic, że czasem nie wie, czemu służyć:
Nie ten najlepiej służy, kto rozumie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


